Do swojej obecnej pozycji firma ZBUD doszła dzięki własnym pomysłom i konsekwencji: od pierwszego wciągnika ręcznego, wymyślonego w latach 80. na potrzeby… wodowania prywatnej żaglówki, przez zaawansowane maszyny budowlane, aż po potężne suwnice pracujące w największych elektrowniach w kraju. Dziś przedsiębiorstwo z Dąbrowy Tarnowskiej przygotowuje się do roli dostawcy w przemyśle jądrowym, będąc najmłodszym uczestnikiem procesu kwalifikacji koordynowanej przez Westinghouse i Polskie Elektrownie Jądrowe, które odpowiadają za zbudowanie pierwszej elektrowni w gminie Choczewo na Pomorzu. To modelowy przykład firmy, która zbudowała swój potencjał w oparciu o własne zasoby i może stać się jednym z filarów polityki local content przy realizacji strategicznych inwestycji infrastrukturalnych.
ZBUD to polski producent urządzeń transportu bliskiego, w tym suwnic, żurawi i wciągników. Obecnie zatrudnia 450 osób i dysponuje zapleczem produkcyjnym o powierzchni ponad 45 tys. metrów kwadratowych. Początki biznesu brzmią jednak wręcz anegdotycznie. W latach 80. ubiegłego wieku firma zajmowała się wytwarzaniem aparatury do piecyków gazowych. Przełomem okazało się prozaiczne wydarzenie z życia założyciela. – Pan Ryszard miał problemy z wodowaniem swojej żaglówki nad Soliną, więc wymyślił wciągarkę linową – opowiada Andrzej Wilk, wiceprezes ZBUD-u.
– W tamtych czasach wciągniki ważyły tyle, ile dźwigały. Urządzenie o udźwigu 500 kg samo ważyło pół tony. Pan Ryszard wspólnie z kolegami z wojska opracował mechanizm, który przy masie zaledwie 12 kg potrafił udźwignąć pół tony – dodaje Andrzej Wilk. Obróbka skrawaniem zawsze była jego wielką pasją. Potrafił zamienić ją w złoto – kwituje Andrzej Wilk. Tak w latach 90. narodził się Zakład Budowy Urządzeń Dźwignicowych (z czasem skrócony do pierwszych liter – ZBUD). Duże zapotrzebowanie na tego typu urządzenia, płynące zwłaszcza ze śląskich kopalń, pozwoliło firmie zgromadzić kapitał na dalszy rozwój – w kolejnych latach asortyment poszerzył się o żurawie stacjonarne oraz suwnice. Co ciekawe, legendarne wciągniki ręczne – mimo konkurencji z Azji – do dziś są produkowane w Dąbrowie Tarnowskiej w tysiącach sztuk.
Produkcja od A do Z
Na progu nowego stulecia ZBUD podjął kolejną strategiczną decyzję. Zaprojektował i wdrożył do produkcji pierwszy i do tej pory jedyny w Polsce wytwarzany seryjnie elektryczny ciągnik linowy THETA. – Od tego momentu, produkując suwnice, działamy wyłącznie na własnych komponentach. Uniezależniliśmy się od dostawców zewnętrznych – podkreśla wiceprezes Wilk. – Jesteśmy jedyną polską firmą, która produkuje suwnice od A do Z. Od wciągnika po czołownicę – każdy element realizujemy na miejscu – uzupełnia dyrektor generalny ZBUD-u, Łukasz Ziaja.
Kolejne lata to kolejne nowe produkty – ZBUD z sukcesem wypuścił na rynek własną linię podnośników koszowych REACH oraz – pierwszy po ponad 30 latach w kraju – polski samojezdny terenowy żuraw hydrauliczny REX25RT. Ofertę uzupełniły zaawansowane żurawie wieżowe do przenoszenia wielkogabarytowych ładunków, a potem także żurawie samochodowe na podwoziach ciężarowych.
Przez lata firma osiągnęła stabilną pozycję na rynku, zdobywając klientów nie tylko w Polsce, ale też w kilkunastu innych krajach. W roku 2025 przychody firmy osiągnęły poziom 121 mln zł, a hale produkcyjne opuściło blisko 400 suwnic o łącznym udźwigu prawie 2 tys. ton. Dla porównania w 1998 roku firma wypuściła na rynek jedną suwnicę o udźwigu 300 kg.
Pełna samowystarczalność
Dziś firma może poszczycić się pełną samowystarczalnością. ZBUD dysponuje własnym działem badań i rozwoju oraz zaawansowanym parkiem maszynowym, w skład którego wchodzą m.in. wypalarki laserowe, plazmowe, tlenowe i wodne oraz dziesiątki maszyn numerycznych. – Budujemy kapitał ludzki od projektantów, przez spawaczy i monterów, aż po kontrolę jakości. Jedyne, co na tę chwilę podzlecamy to cynkowanie ogniowe oraz radiografia w ramach badań niszczących – wyjaśnia Andrzej Wilk. Firma zachowuje płaską strukturę organizacyjną. W przypadku jakichkolwiek problemów technicznych inżynierowie mają bezpośredni kontakt z prezesem – podkreślają przedstawiciele ZBUD-u. To znacząco skraca proces decyzyjny.
Dziś portfolio firmy opiera się na trzech filarach. Większość produkcji – 65 proc. – to urządzenia realizowane według własnych projektów (głównie suwnice i żurawie). 31 proc. stanowią zamówienia z sektora morskiego i offshore realizowane według dokumentacji klientów (m.in. systemy serwisowe na platformy wiertnicze). Pozostałe 4 proc. to segment maszyn budowlanych, który cały czas jest rozwijany.
ZBUD jest obecnie silnym graczem w segmencie urządzeń transportu bliskiego.– Jesteśmy obecni przy prawie wszystkich prestiżowych realizacjach w kraju. Staliśmy się głównym dostawcą urządzeń dla polskiej energetyki, w tym dla elektrowni Dolna Odra, Kozienice, Gdańsk oraz Rybnik – informuje Łukasz Ziaja. Teraz przed firmą otwierają się nowe możliwości związane z wejściem w łańcuch dostaw Westinghouse.
Awans do „wielkiej siódemki”
ZBUD jest najmłodszym uczestnikiem procesu kwalifikacji dostawców w ramach standardu NQA-1 na potrzeby budowy elektrowni jądrowej realizowanej na Pomorzu w ramach Programu Polskiej Energetyki Jądrowej. Takich firm, łącznie ze ZBUD-em, jest obecnie siedem. Są one określane mianem „wielkiej siódemki”. Firma weszła na ścieżkę długotrwałego i wymagającego procesu, który powinien się zakończyć dopuszczeniem do elitarnego grona producentów komponentów jądrowych. – W momencie, w którym audyt zostanie pozytywnie zakończony, dostawca jest zaciągany na naszą listę kwalifikowanych dostawców i możemy złożyć u niego finalne zamówienie – wyjaśnia Karina Cierocka z Westinghouse. Wcześniej jednak firma musi wdrożyć rygorystyczną normę jakościową NQA1 oraz europejską ISO 19443.
Na drodze do tego celu dostawca otrzymuje wsparcie zarówno ze strony Westinghouse, jak i inwestora – spółki PEJ, cały czas blisko współpracując z generalnym wykonawcą – spółką Bechtel. W procesie wdrażania normy NQA-1, w tym kultury bezpieczeństwa jądrowego, potencjalnego dostawcę wspiera dedykowany opiekun z Westinghouse.
Jeśli ZBUD przejdzie pozytywnie wszystkie etapy, może być producentem ważnych komponentów elektrowni – suwnic Polar Crane i Cask Crane. Pierwsza odpowiada m.in. za bezpieczne podnoszenie głowicy reaktora podczas wymiany paliwa, druga za przenoszenie zbiorników ze zużytym paliwem i obsługę tych, które to paliwo dostarczają.
Oba urządzenia będą realizowane w systemie tzw. build to print. – To znaczy, że w licencji AP1000 zaakceptowanej przez NRC [Amerykańska Komisja Dozoru Jądrowego – dop. red.] dany komponent musi zostać wykonany dokładnie w ten sposób, jaki został zaakceptowany przez regulatora – tłumaczy Tymoteusz Michaś, odpowiedzialny za rozwój ZBUD-u z ramienia Westinghouse.
Wspomniana AP1000 to technologia reaktora, który ma stanąć w pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. – Większość elektrowni jądrowych na świecie i w Stanach Zjednoczonych jest dzisiaj jak linie papilarne – ciężko znaleźć drugą identyczną, każda z nich jest inna. AP1000 to zmienia – mówi Tymoteusz Michaś. – Choć projekt jądrowy w pewnym sensie zawsze jest manufakturą i wytwarzamy jedyne w swoim rodzaju komponenty, to chcielibyśmy wprowadzić tu produkcję seryjną. Wszystko po to, aby obniżyć koszt jednostkowy bloku. Chcemy, aby te elementy, czy to w Chinach, czy w Stanach, czy już niedługo w Polsce, były ze sobą w pełni kompatybilne, żeby móc korzystać z jednego łańcucha dostaw tych najbardziej krytycznych komponentów – tłumaczy przedstawiciel Westinghouse.
Żeby przygotować się do roli dostawcy jądrowego ZBUD musi nie tylko wdrożyć normy związane z jakością i bezpieczeństwem. Zrealizuje także twarde inwestycje. Obecnie firma jest w trakcie budowy nowej hali o powierzchni 6 tys. m kw., która uwzględnia potrzeby przemysłu jądrowego. W halach planowane jest także wdrożenie robotyzacji i automatyzacji spawania i malowania. Ogółem w ciągu trzech lat firma przeznaczy na inwestycje ponad 47 mln zł.
Co ciekawe, ZBUD także i tę inwestycję realizuje korzystając z własnych zasobów. To od zawsze dla zarządu był sposób m.in. na radzenie sobie z sinusoidalną koniunkturą na rynku budowlanym. W okresach, gdy zewnętrznych zleceń komercyjnych jest mniej, firma zamiast redukować etaty, realizuje własne inwestycje, przekierowując załogę do wewnętrznych projektów.
Zaangażowanie warte ryzyka
Wejście w sektor nuklearny wiąże się z określonym ryzykiem. Firma nie ma gwarancji, że czasochłonne i kosztochłonne przygotowania zakończą się powodzeniem. Momentem próby będzie m.in. etap tworzenia testowej makiety produktu. Nie ma też gwarancji, że faktycznie otrzyma zlecenie. – Ryzyko niepowodzenia zawsze istnieje, ale my dlatego rozwijamy dostawców, mamy dedykowane zasoby do każdego, żeby to ryzyko zminimalizować – mówi Karina Cierocka z Westinghouse. – Decydujemy się na ich rozwój, ponieważ chcemy, żeby polskie firmy dostarczały nie tylko do elektrowni w Lubiatowo-Kopalino – dodaje wskazując na szykowane projekty w Europie, w tym m.in. w Bułgarii.
Sam wykonawca w zaangażowaniu w projekt jądrowy widzi więcej szans niż zagrożeń. – Ryzyko dla firmy jest jedynie takie, że długofalowo możemy po prostu nie przejść procesu kwalifikacji, ale dokładamy wszelkich starań, żeby było inaczej. Póki co proces idzie zgodnie z harmonogramem – mówi Andrzej Wilk, wiceprezes ZBUD-u. Dodaje zarazem, że nie obawia się o sam proces produkcyjny, w którym firma ma duże doświadczenie, ewentualne obawy dotyczą bardziej kwestii formalnego spełnienia wymagań. – Szansą natomiast jest to, że w momencie, gdy dostaniemy się do łańcucha dostaw w przemyśle jądrowym, to rynkiem dla nas będzie już nie tylko Polska, ale cała Europa, a może nawet świat – mówi.
Wiceprezes ZBUD-u przyznaje, że osobiście bardzo pozytywnie, wręcz entuzjastycznie przyjął propozycję zaangażowania w pierwszy projekt jądrowy w Polsce, którego dostawcą technologii jest właśnie Westinghouse (wraz ze wsparciem inwestora - spółką Polskie Elektrownie Jądrowe wyszukuje i wstępnie weryfikuje potencjalnych partnerów.) – To nie jest kolejna realizacja podobna do poprzedniej, lecz wiekopomny projekt. Mając tę świadomość podchodzi się z zupełnie innym zaangażowaniem – przyznaje.
Podanie adresu e-mail oraz wciśnięcie ‘OK’ jest równoznaczne z wyrażeniem
zgody na:
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa na podany adres e-mail newsletterów
zawierających informacje branżowe, marketingowe oraz handlowe.
przesyłanie przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z siedzibą w
Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa (dalej: TOR), na podany adres e-mail informacji
handlowych pochodzących od innych niż TOR podmiotów.
Podanie adresu email oraz wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Podającemu przysługuje prawo do wglądu
w swoje dane osobowe przetwarzane przez Zespół Doradców Gospodarczych TOR sp. z o. o. z
siedzibą w Warszawie, adres: Sielecka 35, 00-738 Warszawa oraz ich poprawiania.